Facebook

Obraz jest słowem

„Wspólnota w Misji nr 77” Biuletyn Wspólnoty Życia Chrześcijańskiego (lipiec/wrzesień 2007r)

Julita Jaśkiewicz-Macek i Katarzyna Barszcz z warszawskiej wspólnoty św. Andrzeja Boboli założyły małą grupę o nazwie Agathos. Należą do niej jeszcze dwie osoby, Ewa Grześkiewicz i Bartosz Bremer. Grupa zajmuje się ikonopisaniem, organizuje również spotkania na temat ikony dla różnych wspólnot, stowarzyszeń. W okresie Adwentu organizowała rekolekcje w oparciu o duchowość ikony. Rekolekcje w podwarszawskiej parafii św. Krzysztofa w Podkowie Leśnej głosił ojciec Aleksander Jacyniak SJ. Grupa miała szereg wystaw, ostatnio w Centrum Kultury Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Civitas Christiana w Warszawie. W związku z tymi wydarzeniami kulturalnymi Julita Jaśkiewicz-Macek, architekt i malarka ikon przeprowadziła wywiad z panem Stanisławem Tworzydło, malarzem, znawcą malarstwa chińskiego, wielbicielem ikon i wielokrotnym uczestnikiem sesji Świat ikony w Kaliszu.

JJ. – Czy współczesny człowiek potrzebuje religijnych obrazów w domu? Czy Polacy rozumieją, czym jest ikona?

ST – Odpowiem chińską mądrością: Obraz nie staje się dziełem sztuki przez sam fakt, że został stworzony przez malarza. Dziełem sztuki staje się dopiero wtedy, gdy nawiązuje kontakt z odbiorcą. Wywiera wpływ na tego, kto go ogląda, i w ten sposób spełnia swe artystyczne posłanie w świadomości społecznej. Obraz nabiera pełni dopiero dzięki widzowi, który go rozumie, podziwia i staje się w ten sposób bogatszy o myśli i uczucia, które w nim bezpośrednio lub pośrednio to dzieło wzbudza.

Wartość ikony nie objawia się na wystawie. Ikona nie jest obrazem do oglądania przelotnego. Ikona w kulturze i religii prawosławnej jest wtedy prawdziwą ikoną, gdy ktoś ją kontempluje, a ona pomaga mu w głębszym rozumieniu Życia wiecznego. Na wystawie ikona nieco traci swój charakter. Były czasy, gdy ikona była u nas zupełnie niezrozumiała. Ikona rosyjska była nawet uważana za coś obcego. A jednak sztuka ikony powstała w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, czyli przed podziałami, jest wartością również dla naszego Kościoła, katolickiego.

Teraz zaczynamy już trochę rozumieć ikonę, organizuje się wykłady i sesje. Trzeba, aby nie tylko ci, którzy malują ikony, nie tylko grupy ściśle zainteresowane, ale również duchowni włączyli się w to dzieło i chcieli wniknąć w tę wielką wartość ikony. Ikona pokrywająca się z konturami duchowego obrazu jest w naszej świadomości tym obrazem [...], w oderwaniu od którego nie jest ani obrazem, ani ikoną, lecz tylko deską. Tak samo jak okno jest oknem, dzięki temu, Że za nim rozpościera się obszar światła [...], poza swą funkcją [...], jest tylko drewno i szkło – pisał Paweł Floreński.– W Twojej twórczości ważne miejsce zajmuje sztuka religijna, choć zupełnie inna niż nasza. Skąd u specjalisty malarstwa chińskiego takie zainteresowanie?– W czasie studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Pekinie poznałem wielki dorobek chińskiej sztuki malarskiej, w której nie ma malarzy od wszystkiego. Jedni malują pejzaże, inni tylko ptaki i kwiaty, i są wreszcie tacy, którzy malują postacie ludzkie. Na akademii według programu obowiązywała nauka malowania ptaków i kwiatów. Miałem to szczęście, że mogłem sobie wybrać naukę pejzażu i malowania postaci ludzkiej. W malowaniu ikony również zaczyna się od postaci ludzkiej. Popatrz na moją pracę przedstawiająca buddyjską Matkę Miłosierdzia (Głanin) wykonaną pod kierunkiem chińskiego profesora o nazwisku Pan Dzie-dz, który był wybitnym malarzem postaci ludzkich. Wtedy już śmiałem się, Że Chińczycy – komuniści uczą mnie malowania świętych obrazów (co nie znaczy, że sam profesor był komunistą).

JJ – W latach 80-tych byłeś organizatorem wystaw sztuki religijnej dla domu oraz małej galerii przy parafii Wniebowstąpienia Pańskiego na Ursynowie.

ST – Pomysł przyszedł z Chin. Tam największym świętem jest Nowy Rok. Przeżywany jest podobnie jak u nas Boże Narodzenie.

Powszechnym zwyczajem, a nawet obowiązkiem, jest obdarowywanie rodziny obrazkiem o treści religijnej symbolizującym dobro, radość i szczęście. Jest to wyrazem myślenia o bliźnim w sensie duchowym, a nie tylko materialnym. Po skończeniu studiów zamieszkałem na Ursynowie i zacząłem myśleć, co zrobić z tą swoją wewnętrzną potrzebą malowania religijnego. Nie takiego do wnętrza kościoła, interesował mnie obraz religijny, który ma służyć człowiekowi w domu. Nie czuję się tak mocny, aby robić sztukę sakralną do kościoła.

Natomiast sztuka dla domu, jest to niezagospodarowane olbrzymie pole. Starałem się wyjść z tym rodzajem pojmowania sztuki religijnej przy okazji I komunii św. dzieci czy uroczystości ślubnych. Na Ursynowie organizowaliśmy wystawy sztuki religijnej połączone ze sprzedażą. Obraz zakupiony mógł być od razu poświęcony.

JJ – W sztuce dalekiego wschodu tworzenie obrazu religijnego jest określone przez pewne zasady. Czy można je zastosować do obrazów chrześcijańskich?

ST – Trzy podstawowe zasady dotyczące twórczości religijnej, zarówno chrześcijańskiej jak i taoistycznej, czy konfucjonistyczne, mówią, że obraz powinien być wykonany według reguł sztuki plastycznej. Odnosi się to do czysto formalnego rozwiązania obrazu. Chodzi o to, by wszystko było zharmonizowane i piękne, aby obraz nie był po prostu brzydki. Jednak obraz, choć najpiękniejszy, powinien mieć jakąś funkcję, służyć komuś po coś. Musi mieć zakorzenienie społeczne, a więc obraz nie może być przesadnie drogi. Wszystkie te elementy powinny mieć odpowiednią proporcję w stosunku do siebie i być zharmonizowane.

JJ – Te zasady odnoszą się również do ikony. Wiem, Że jesteś zafascynowany ikoną. W Twojej pracowni malowaliście ikony, no może takie trochę uproszczone.

ST – Jedna z moich uczennic zachęciła mnie do wyjazdu do Kalisza na sesję o ikonie zorganizowaną przez jezuitę ojca Aleksandra Jacyniaka. Pojechałem i zachwyciłem się tą tematyką, szkołą i techniką malowania, które były mi do tej pory całkowicie obce. Zorganizowałem więc grupę ikonową w mojej pracowni. Katarzyna Barszcz była jedną z pierwszych w tej grupie. Jednak ja się trochę zraziłem. To długie przygotowanie deski, czyli gruntowanie, przekroczyło nasze możliwości. Wtedy przypomniałem sobie chińską technikę malowania postaci. Zaczęliśmy malować ikony techniką tuszu chińskiego. W tym malarstwie jest też szansa na tworzenie grupowe. Malowaliśmy wspólnie; zawsze mnie interesowało malowanie w grupie, gdzie każdy maluje to, co potrafi najlepiej. Ja malowałem twarze i ręce, a inni uczestnicy resztę. Malowaliśmy na surowej desce, później powróciliśmy do tradycyjnej sztuki chińskiej: malarstwa na jedwabiu. Wymyśliliśmy nowy sposób malowania na bawełnie tuszami chińskimi. Katarzyna wraca teraz do tego sposobu malarstwa.

JJ – Jednak malarstwo na bawełnie, choć według kanonu, to jeszcze nie jest ikona.

ST – Tak maluje Katarzyna Barszcz. Jest taką podwójną artystyczną osobowością, w tym sensie, że jest wierna tradycji ikony, ma za sobą naukę u jezuity ojca Zygfryda Kota w Krakowie, a równocześnie stosuje zupełnie inną technikę malowania. Prawosławni chyba tego nie zaakceptują jako ikony, choć w malarstwie tym zachowuje się kanon bizantyjski.

JJ – W grupie Agathos, która swoje korzenie ma w Krakowie u ojca Zygfryda Kota, a obecnie uczestniczy w kursach malarstwa ikonowego prowadzonych przez Mateusza Środonia, staramy się dosyć wiernie trzymać kanonu. Chcielibyśmy, aby nasze prace były prawdziwymi ikonami.

ST – Tak, ty starasz się być wierna zasadom ikonopisania. Jesteś wykształconym plastykiem i architektem. Jakie lepsze wykształcenie można mieć, tkwiąc w tej sztuce? Z jednej strony malujesz, wchodzisz w tajemnice obrazu, a równocześnie jesteś architektem, myślisz o kompozycji i sacrum wnętrza kościoła. Wydaje mi się, Że twoje obrazy źle się czują w małych formatach. Ikona w zasadzie nie jest dużym obrazem. W twoim malarstwie dodajesz dużo własnej indywidualności, własne widzenie. My nie jesteśmy prawosławnymi ikonopisami i nigdy nimi nie będziemy. Jeśli nimi nie jesteśmy, to nie mamy obowiązku przestrzegać tych wszystkich norm. Trzeba być realistą i powiedzieć sobie, my szanujemy tę technikę i całą kulturę ikony, ale przecież mamy swój własny język plastyczny. Cała historia tej grupy i wszystko, co będzie się działo wokół ikony, polega na tym, by wypracować coś nowego. Trudno powiedzieć, co to ma być. Jesteście chrześcijanami, których łączy wspólna wiara i chcecie tym głosić ewangelię. To nic innego, jak pójście z nauczaniem Chrystusa do ludzi, nie słowem tylko obrazem. Słowo też jest obrazem, a obraz słowem.

JJ – Tak, to jest najważniejsze. Dla naszej grupy nie tylko malowanie jest ważne. Nasze ikony mają skłaniać do modlitwy, a modlitwa do głębszej wiary. Jednak ikona jest dla wielu katolików zbyt obca, zbyt trudna, wymaga znajomości duchowości wschodniej, poznania teologii ikony. W stronę malarstwa zachodnio-europejskiego wychodzi nasz kolega Bartosz Bremer.

ST – Bartosz jest profesjonalnym artystą. W jego ikonach widać próby malarstwa olejnego i ma chyba najbardziej rozwiniętą wyobraźnię inności. Stosuje różne techniki malarskie.

JJ – W malowaniu ikony, które dla wielu nie tyle jest malarstwem, co może raczej rzemiosłem artystycznym, wykształcenie plastyczne nie jest tak ważne, czasem nawet przeszkadza. Ikony przecież nie maluje się, ją się pisze. Nasza koleżanka Ewa Grześkiewicz nie ma wykształcenia artystycznego.

ST – Panią Ewę znam tylko z prac. Jest takim wyszukanym talentem, bo mało miała styczności ze sztukami plastycznymi i właśnie do niej przemówiła ikona.

JJ – Myślisz, Że obraz namalowany przez artystę, obraz, który jest przeżyciem, znajdzie swoich odbiorców?

ST – Trzeba iść dalej, z jednej strony do sacrum do wnętrza kościoła, a drugi kierunek to pójście człowieka, do malowania obrazów dla jego domu. Aby nie kupował on tylko oleodruków, ale by wiedział, Iż bardzo wartościowy jest obraz namalowany przez artystę, który sam przeżył sacrum. Trzeba mówić, że jest to dla was, Ludzie Boży, że to dla was malujemy te obrazy. Razem z tym obrazem idzie do was wielka wartość, którą możesz przeżywać. „Dla wszystkich, wierzących i niewierzących, dzieła sztuki inspirowane przez Pismo Święte pozostają jakby odblaskiem niezgłębionej tajemnicy, która ogarnia świat i jest w nim obecna.” Wiesz, czyje to słowa?

JJ – Ojca Świętego Jana Pawła II.

Julita Jaśkiewicz

Joomla templates by a4joomla